Jak TO mnie wkurza w książkach dla dzieci!

zle dziecko

Pac, mała klepie mnie po głowie. „Mama, no czytaj dalej!” A tu zawias. Siedzę na dywanie przy jej łóżku i…wybacz misiu, ale ja tu symultanicznie zmieniam i cenzuruję! Nie, żebym była naiwna, a ty pod kloszem – wręcz odwrotnie. Tylko, że są takie teksty, na które dostaję uczulenia, kochana i… – „Mamaa! Nic nie słyszę!” …ajj czytam już, czytam. A jak już zaśniesz, to napiszę, że

 

SĄ TAKIE 3 RZECZY

 

…i gdy mój wzrok je wyłapie na kartce książeczki; gdy literki ułożą się w TAKIE słowa, to nieważne, jak ładny jest obrazek i w jak śmieszne to układa się story – NIE PRZECZYTAM! Połknę to dla siebie, z kontekstu wyrwę bez skrupułów i tę wyrwę zostawię lub na szybko coś wybajeruję.

Trzech lat może i nie masz (ćśśś, wiem, że co innego powiedziałam pani na torze saneczkowym, ale uwierz, on jest zbyt fajny, żeby czekać do urodzin). Ale słuch masz jak mały nietoperz, wszystko wyłapujesz z powietrza, z budowy (o, zgrozo), z PeZeta (aaa, to taki, mój i taty, tajny kod na plac zabaw, gdy chcemy go ominąć 😉)…
Słyszysz.
Kodujesz.
A potem wyciągasz, zbijając nas z tropu, powalając logiką.

Jak to nie można się oddalać, skoro Czerwony Kapturek sam pomykał po lesie?
Niby czemu nie wolno skakać po kałużach na bosaka, skoro świnka Peppa turla się w błocie aż po uszy?

Dlatego przybijam piątkę tym bohaterom, którzy mówią w książkach do rzeczy i pomagają dziecku przyswoić świat, a rodzicom – trochę wychować.
Mama upierająca się, że czasem trzeba by pójść spać? Kogo to rusza? „Mamaaa, nie jestem zmęczona!”. Powodzenia!
Ale już Tupcio-Chrupcio, który pada na ryjek po zarwaniu nocy? Eureka, trochę działa!

Dlatego krew mnie zalewa, gdy…

NERW NR 1: DZIEWCZYNKI NA LEWO, CHŁOPCY NA PRAWO

 

Kartki obciekają różem, dziewczynki noszą błyszczące tiary, grają w „księżniczkowe gry” i mieszają w garnuszkach. Zieeeeew, a co tam u chłopaków? Ha, tu się dzieje! Jakoś tak…ciekawiej. Zabawniej. I nagle się okazuje, że jak coś nie jest różowe lub z brokatem to też może być fajne.

Świat pruje do przodu, do każdego dotarło jako-tako, czym jest gender, a z kartek książek dalej powiewa bezpiecznym oldschoolem.

Dlatego uwielbiam Pippi – za te jej jajcarskie podejście i „chłopięce” zapędy. I założę się o najlżejsze buty do biegania, że na tym świecie są tysiące dziewczynek, które przysypiają, słysząc kolejną, oklepaną historię.
No chyba, że to ma być bajka na dobranoc.
Ale nocą główka pracuje, a schemat się utrwala.

Brrr, nie lubię!

książki dla dziewczynek
NERW NR 2. WARZYWNY PAKT

 

Szczerze! Możemy od dziecka inwestować w jego miłość do warzyw, pieczołowicie parować brokuły, kupować marchewki do przytulania z IKEA i cierpliwie ścierać upaprane pomidorami krzesełko (BLW in progress!), ale… maluch prędzej uwiesi się na nogawce z błagalną prośbą o loda niż buraka czy inny kalafior.

Miłość do warzyw jest trudna, a walka bywa nierówna. Choć moja mała warzywami nie pogardzi, to do ideału, jaki sobie wyśniłam, nam daleko. I gdy my, rodzice, tak próbujemy, podsuwamy i zachęcamy…

pojawia się ON!

Książkowy bohater, który od pierwszych stron skrada dziecięce serce, a potem, KULMINACJA, dosadnie pokazuje, co on myśli o warzywach i puszcza tym samym oczko do naszego malca, chłonącego tę historię na całego.

Nie wiem, kto popełnia takie opowieści – bezdzietni? dietetyczni ignoranci? – ale wiem, co popełniam ja, wpadając na „warzywną minę”. Ubijam tę część historii bez wahania, odbierając tym samym małej N powód do śmiechu. W końcu mówi się na mieście, że złe matki są najlepsze 😉

dziecko nie lubi warzyw

NERW NR 3. NIC CO LUDZKIE NIE JEST NAM OBCE

 

Znacie amerykański przepis na klasyczną komedię? Proooste; wystarczy – byle szybko! – wpleść w scenariusz jakiś obsceniczny smaczek. Pisząc wprost: kupa. siki. wymioty. Te klimaty. Ludzie złoci, czy to jeszcze kogoś śmieszy?

Może i jestem sztywniarą (…a już na pewno byłam nią w gimnazjum), ale mierzi mnie, gdy ten sam trik jest przemycony do książki dla dzieci. No chyba, że ma ona takie założenie i uczy trudnej sztuki trafiania do nocnika.

Ale historie, w których ni z gruszki ni z pietruszki pojawia się kupo-bąko-motyw…słaaabe. Jasne, że kogoś rozśmieszy, w końcu nie bez powodu pojawia się w każdym filmie z niezmordowanym Adamem Sandlerem. Lecz ja, Sz jak Sztywniara, wolę…smaczniejsze smaczki. W końcu na PeZecie czy w przedszkolu te tematy się przewiną setki razy. W książkach już nie muszą. Psują klimat.

*

A w sumie: może to i dobrze?
Gdy w pokoju ciemno…za oknem księżyc i samoloty…w domu cicho i tylko tak czytasz, na zmęczeniu…powieki stają się ciężkie… głos spowalnia…dziecko słucha, ściskając pluszaka… nic, tylko zasnąć, a tu taki wybudzacz; scena, od której ciśnienie Ci skacze, a to oznacza tylko jedno –  yeah, wieczorny trening uratowany! 😉

*

Wpadaj też do naszego kącika książkowego – co miesiąc zestawienie ulubionych książek małej N i mini-recenzje tego, co przeczytałam ja.

 

OK, a co wkurza Ciebie? 🙂


fot. www.pbs.org


  • Bartek Jachymek

    We wpisie z odpowiedziami na pytania było żeby komentować. I mi się przypomniało, że miałem tu napisać. Kiedyś znajoma mama kilkulatki opowiedziała taką rozmowę z córką przy oglądaniu jakiejś kreskówki albo innych teletubisiów:
    – Mamo, a czy te stworki z bajek robią siusiu i kupę?
    – No pewnie robią.
    – To dlaczego o tym nigdy nie ma w bajkach?
    – Bo to nikogo nie interesuje.
    – Mnie interesuje!
    Wszystkim nie dogodzisz. To jak z fantami w pakietach startowych. Dadzą koszukę bawełnianą – odezwą się ci co wolą techniczną i na odwrót 🙂

  • Krawido

    Ja dalej czterolatkowi cenzuruje Jasia i Małgosie. Przecież nie powiem mu xe Macocha nienawidziła dzieci i tatusiowi kazała ich w lesie zostawić

    • Ostatnio czytałam mojej małej i dopiero wtedy uswiadomilam sobie jak BRUTALNA to książka 🙂

  • z niektórymi rzeczami o których piszesz, już się spotkałam. dodatkowo irytują mnie fatalnie napisane współczesne rymowanki dla dzieci oraz brzydkie obrazki, albo straszne, albo skopiowane ze stocków. nosz…

    • Rymowanki-zdecydowanie! OK, niby dzieci lubią ten rytm, ale treść jest czasem żenująca 🙂

  • Ewa Kujawa-Szura

    mnie wkurzają zdrobnienia i takie przesłodzone historyjki, albo jak robią z pięknej baśni przedziwny skrót, w którym są tylko obrazki i dwa zdania tekstu

    • O tak, zdrobnienia też. A już zwłaszcza na codzień; a potem dziecko musi się drugi raz uczyć słów, tylko brzmiących „normalnie”…:)

  • Kasia Olbromska

    Mnie szczególnie denerwują te wpisy o promocji chłopców jako mechaników a dziewczynek jako kucharki. Sama mam syna i marzy mi sie znależć książke o chłopcu który był „dziewczęcy”.

    • Hmmm w taką stronę nie kojarzę, prędzej już można znaleźć historię o dziewczynce, która lubi „chłopięce” zabawy. To jest bardzo dobry pomysł na opowieść 🙂