PRZECZYTAJ TO, mała

PRZECZYTAJ TO, mała

Cześć, tu mama!
A więc w końcu namierzyłaś ten mój kącik w internecie.

Ile masz teraz lat? Może pięć. Patrzysz na literki i trudno Ci się je składa. Przewijasz obrazki i lecisz gdzieś dalej, bo tu nuda.
Więcej niż pięć? Jak to możliwe? Mama nie ma aż tak bujnej wyobraźni. Wymyślanie śmiesznych bajek to inna bajka, wiesz? Takie rzeczy wymyślają się same. Może i myślisz, że jestem bardzo, bardzo dorosła, ale pamiętam, o czym marzy mała dziewczynka.

Ale wyobrazić sobie Ciebie w wersji szkolnej, w wersji dużej, w bluzce z metką >92cm…?
Przecież jesteś jeszcze teraz taka bardzo mała.

Mam dla Ciebie historie, całe ich miliony.
Nie będziesz ich pamiętać, ale wszystko Ci opowiem.
Tutaj tego nie znajdziesz, tu jest tylko wycinek…
Czekam, aż nauczysz się tych wszystkich trudnych słów.
Teraz masz dwa lata i patrzysz na mnie podejrzliwie, gdy mówię, że coś jest „mamusi”, ale już nie „tatusi”, i że jak skończył padać deszcz, to wcale nie znaczy, że „już nie ma pady”.

Nie pamiętasz, ale mamie było z Tobą upalnie. Chłodziłyśmy się na basenie i zawsze budziło Cię szybkie pływanie.
Rodziłaś się ponad dobę. Położna zobaczyła Ciebie pierwsza: „Dziewczynka, i jakie ładne dołeczki ma w policzkach!”. Nie chciałaś spać od pierwszej nocy. Najmniejsza i najgłośniejsza, z przytupem pojawiłaś się na świecie, a mama została z Tobą sama na najdziwniejszą noc w życiu, na najwyższym tętnie, marząc o zimnej coli i pozbyciu się tego hipernapięcia, które sobie było.

Nie pamiętasz, ale chciałaś być zawsze z nami, bezbronna, ale indywidualistka, kombinowałaś. Przeczytałaś z mamą mnóstwo książek po nocach, bo płakałaś, żeby tulić.
Mała lampka, mała N., mało godzin zostało do wschodu słońca.

Nie pamiętasz, ale chodziłyśmy razem po parku, lesie, mieście, łące i zawsze chciałaś wszystko widzieć, machnąć łapką, sięgnąć wyżej. Do wózka i z wózka, na ręce, na ręce, ale JUŻ, teraz!! Niecierpliwek od pierwszych swoich dni.

Byłaś malutka, ale pełna mikro-emocji. Czasem płakałaś, bo nie umiałaś zasnąć.
Złościłaś się, że przykryłam Cię kocem, choć było zimno.
Cieszyłaś się, że pomachał do Ciebie pan w kolejce.
I krzyczałaś, żeby w tej kolejce puścił nas na sam początek.

Robiłyśmy zawsze wszystko, co można było razem robić. Pewnie nawet czasem trochę za dużo. Ale wiesz, mama tęskniła za samą sobą. Za robieniem wielu różnych rzeczy. Miała głowę pełną tego, czego potrzebujesz. I zapomniała na moment, czego potrzebuje ona. To było wtedy, gdy mama już nie miała siły. Nie pamiętasz, ale noce były trudne, bardzo. I krótkie. I do tego przerywane.

Nie pamiętasz, że nie zawsze byłyśmy razem. Czasem mama szykowała jedną ręką torbę z czepkiem i klapkami, a drugą trzymała Ciebie, ubraną w piżamę. Tata Cię usypiał przy szumie samolotów i uważał, że to całkiem lubisz. Mama robiła długości na basenie, najszybciej jak umie, no bo zaraz zamykają.

Potem była zima i ruszyliśmy w góry. Od początku uwielbiałaś być gdzieś dalej. Nie mogłaś spać, bo chciałaś się śmiać. Kręciłaś się naokoło jak bączek, a mama przynosiła Ci śnieg na desce snowboardowej. Chwilę później 1szy raz usiadłaś, zebrałaś brawa, zachwycona. A mamie zapaliły się w oczach iskierki, bo wiedziała, że coś się zmieni.

Nie pamiętasz, ale w przedpokoju stanął kiedyś wielki wózek, a Ty doraczkowałaś do niego w piżamie w kangury i próbowałaś wstać na nogi.
Mama się cieszyła. Miała więcej energii. Tym wózkiem zabierała Cię w różne miejsca. Jeździłaś szybko, wyprzedzałaś inne dzieci na spacerach i chichotałaś. Rzucałaś mamie pod koła jakieś fanty: zabawki. Buty. Chrupki. Nie umiałaś jeszcze mówić, ale było „blumblumblum”.

W lesie widziałyśmy kiedyś sarnę.
Nad Wisłą wypiłaś mi całą arbuzową lemoniadę.
W parku robiłyśmy sobie pikniki. Na czworakach uciekałaś na huśtawkę.
Na plaży grzebałyśmy w piasku i jadłyśmy nektarynki.
Robiłaś mamie przemiły wyjątek i na ten jeden wózek – do biegania –  się zgadzałaś. Umiałaś w nim usnąć. Baa, zdarzało się nawet, że spałaś po dwie godziny, a mama robiła dwadzieścia kilometrów i ładowała się do pełna cierpliwością i energią.

Nie pamiętasz, ale nie znosiłaś jeździć autem. Mama była uparta i planowała kolejne wycieczki, bo wiedziała, rozpromienisz się, gdy tylko zgaśnie silnik. I gdy zobaczysz, gdzie tym razem dotarliśmy. Nieważne, czy to był parking gdzieś na trasie, czy fajne pole namiotowe. Podskakiwałaś, śmiałaś się, śpiewałaś, pchałaś się na przednie siedzenie, włączałaś radio, chciałaś wysiąść, pobiegać, popytać „a cio to jest”, wszystkiego dotknąć. Jeździliśmy późnymi nocami, teleportowałaś się we śnie do nowego miejsca, a rodzice na zmianę siadali za kierownicą. Często mama była koło Ciebie z laptopem na kolanach i pisała, byle szybko, zanim GPS powie, że to już i wysiadka.

Nie pamiętasz, ale nie chciałaś być w swoim łóżeczku.
Absolutnie!
Uciekałaś z niego, kiedy tylko otworzyłaś oczy. Mama kończyła dzień późno, bardzo późno, chociaż często zasypiała razem z Tobą. Zrywała się potem na równe nogi i szła pobiegać. A potem coś pisać, czasem w ciemnym pokoju, siedząc koło Ciebie na dużym łóżku, pisząc na przyciemnionym ekranie, żeby Cię nie raziło. Często szła spać, gdy już było jasno. Tata pytał przez sen, która godzina i się złościł. Ty spałaś z nogami na mojej poduszce.

Wszystko chciałaś robić szybko. Byłaś słodka i roześmiana, trzpiotowata. Uparta jak mały osiołek. W gorącej wodzie kąpana – tu akurat dobrze wiem, po kim.
Nie pamiętasz, ale gdy mama była w ciąży, chodziłyśmy w kółko na jogę. I to powolne oddychanie potem bardzo się mamie przydało, bo zawsze testowałaś jej cierpliwość :-*

To jest i będzie Twoja siła.
Urodziłaś się malutką Lwicą i tak trzymaj.
Walcz o swoje, tak jak teraz o puszczanie baniek na balkonie.
Upieraj się, żeby robić to, co lubisz. Tylko Ty wiesz, co to jest. I nie każdy to zrozumie.
Czasem ktoś się będzie złościł. Powie, że to bez sensu. Bo nic z tego nie będzie. Więc powinnaś odpuścić.
Bo nie będziesz zawodowcem. Bo się z tego czegoś, co tak lubisz, nie utrzymasz. Bo za bardzo Ci to zżera wolny czas. Bo próbujesz, ale niezbyt Ci wychodzi.

Mama ma bieganie i pisanie. Nie będzie miała z tego ani grosza. Nie pojedzie na olimpiadę. Nie podbije świata bestsellerem, ale to naprawdę nie ma znaczenia.
Nie odpuszczaj, jeśli wiesz, że bardzo-bardzo czegoś chcesz.

A jeśli osobą, która kiedyś Cię zniechęci będę ja, to przyjdź, tupnij nogą i zamachaj mi tym tekstem przed nosem.
To jest Twoja podkładka na mamę, tak na przyszłość.
To jest moja wiadomość do Ciebie, tak na kiedyś.

Znajdź to, co uwielbiasz. Rób to nawet, gdy nie jesteś pewna, po co. Rób to nawet, gdy przypuszczasz, że Ci nikt nie kibicuje.
Czasem głośno, czasem cicho kibicować będę ja :-* 


  • Boże, jak pięknie!!!

    • runwithmum

      Ale mi miło 🙂 Dziękuję!

  • daga

    :****