NIE DO ZATRZYMANIA

NIE DO ZATRZYMANIA

A gdyby tak…

Pójść skrótem w szpilkach, choć utoną w błocie. Porozmawiać z trzylatką tak, jakby była nastolatką. Uśmiechnąć się w windzie do kogoś, kto ziewa nad kawą.

Wziąć rutynowe puzzle codzienności, wysypać i ułożyć siebie na nowo.

Zamówić lemoniadę, gdy atakuje deszcz. Jechać rowerem w jeansach, choć chlapią w nie kałuże.

Wrócić ze zbyt mocnego treningu zbyt późno, wejść do zbyt ciepłej wody w wannie ze zbyt kaloryczną kolacją, a potem tańczyć do zbyt głośno puszczonej Shakiry mocząc podłogę niedosuszonymi stopami.

Gwizdać na to, co krytykują w Tobie inni. Wiedzieć swoje, wierzyć w swoje.

Odkopać w sobie supersiłę, gdy opadasz z sił. Wściec się, zagryźć zęby i rzucić się na cel, na główkę.

Odważyć się zachować dziwnie.
Powiedzieć coś dziwnego.
Napisać coś dziwnego. Wzruszyć ramionami na czyjąś szyderę.

Przełożyć klocki z pudła „marzyłoby mi się” do „zrobię to, do cholery!”

Kichać na statystyki, które podcinają Ci skrzydła. Rozwinąć te skrzydła, choć chciałoby się bezpiecznie skulić.

Zrozumieć, co w Tobie najlepsze, wyciągnąć to za uszy i rozwijać, nakręcać, podpalać. Dbać o to jak własne dziecko, raz słodkie, raz dzikie.

Szukać. Pytać. Rozgrzebywać. Mieszać. Robić tak, żeby nie było „bez zmian” i „w porządku”, ale mocniej, inaczej, bardziej emocjonująco, niewygodniej, ambitniej.

Wstać jak codziennie, pojechać do pracy tym samym, co zawsze autobusem, wcisnąć się w falę tłumu, idącego w tę samą stronę, a potem odwrócić się na pięcie i biec pod prąd.

Być odważnym tak nie do zatrzymania, nie do zatrzymania, nie do zatrzymania, niedozatrzymania…