JESTEM FRAJERKĄ. No i?

jak poprawić swoje wady

Mówią, że żyje się raz. Niektórzy; bo są i tacy, co liczą na wielki come back, mniejsza o to, czy w formie miejscowego zbira, czy wątłego chomika. Idąc tym tropem, chcę mieć na blogu prawdę i tylko prawdę, wyłożoną spontanicznie i po mojemu, bez bezsensownych dylematów, czy ktoś mnie po tym znielubi, wykpi, weźmie za frajerkę.

 

Niech bierze, bo nią jestem! Klasyką frajerskiego gatunku. Ale zanim to pojęłam i – zamiast wyplenić – zaakceptowałam, minęły lata gnębienia samej siebie, oblewania się wściekłą purpurą i wyrywania włosów z głowy (szczęście, że mam ich nadwyżkę).

Opowiem Ci pewną historię.

*

Chodź na przykład najpierw na ulicę i poczekaj o tu, pod salonem. Zaraz z niego wyjdzie. Taak, to ona. Na głowie kolor wiewiórczy, świeżo zrobiony, twarz jakaś pobladła, rozbiegane oczy, które poszerzają się gdy spotykają odbicie w szybie. Wybiera jakiś numer, głos trzęsie się jej teatralnie. „Jestem POMARAŃCZOWA!”.

Pukasz się w głowę i żałujesz, że jesteś incognito, bo od razu byś wypalił: „To zrób trzy kroki w tył, dziewczyno, i złóż reklamację! Wyjdź na nowo jako brunetka lub choćby z pełnym portfelem, żebyś mogła wymienić teraz pół szafy na pasującą do rudego”.
Odprowadzasz ją tylko wzrokiem, niedowierzającym. Widać ją jeszcze długo, z nieba daje słońce, a z daleka ona robi mu konkurencję, bo aż parzy tym pomarańczem po oczach, gdy tak ciśnie szybko przed siebie.

*

Teraz morze. Dopijasz kawę, dopinasz zamek kurtki, bo wiatr Ci wywiewa kofeinowe ciepło. Popychają Cię na dworcu bez czasu na przeprosiny. Siadasz na ławce, zahipnotyzowany na moment liczbą zer w reklamie kulminacji totolotka, a wtedy jej torba, druga torba, płaszcz, aż w końcu ona ląduje zaraz obok. Podsłuchujesz; w takich miejscach to totalnie legalne.
– Nie wierzę!! Jestem w…Gdańsku! – krzyczy w telefon, bez słowa wstępu.
– Szszszszsz – odpowiada jej coś tam rozmówca.
– Jak to możliwe?! Jak, jak…nie patrzyłam za okno, całą drogę tutaj dopieszczałam materiał! Godzina się zgadzała, peron…!
– Szszszsz!!
– Konduktor? Przeleciał tylko wzrokiem po moim bilecie do Poznania, więc nie przypuszczałam, że jadę w przeciwną stronę! Dlaczego takie akcje zawsze przydarzają się właśnie mnie? Niedługo powinnam zaczynać prezentację!! – fuka i rozłącza się, kręci głową i wybiera drugi numer, przekładając spotkanie na dzień później. Tak, przyjedzie znowu, niech tylko dadzą znać, kiedy. Wstaje, przegryza czymś z torebki ciążowe mdłości i wściekła, machając płaszczem, staje w kolejce wijącej się do kas.

*

Współczujesz im i się na nich wkurzasz, wszystko naraz. Upakowani w obcisłe, czarne pianki z zerową wentylacją przechodzą w ciasnym szeregu tuż koło Twojego ręcznika. Sypią piach i na niego, i Twoją zgrzaną skórę, poklejoną olejkiem na słońce.
Będzie triathlon.
A miał być święty spokój, pomijając tło ze zlanych razem dziecięcych pisków i nawoływań gości, sprzedających wszystko, co zimne, tuczące lub jedno i drugie.
Idziesz do wody, żeby zmyć z siebie szorstkie ziarenka, przy okazji popatrzysz.

Czarni przebierańcy dryfują już w wodzie w długim rzędzie, trzymając się pomostu. Niektórzy nerwowo się jeszcze naradzają („sorry, gdzie ta druga nawrotka?”), inni się hiperwentylują, próbując uspokoić tętno, zanim wyskoczy i tak zostanie przez godzinę? dwie? trzy?…tak jakoś. Zaczyna się odliczanie. Co tam jeszcze kombinuje ta dziewczyna? Zdjęła okularki, coś tam przy nich gmera i zamiera, a potem nerwowo odgarnia brejowatą wodę. Ale akcja, coś tam jej najwyraźniej wystrzeliło! Ręce jej się trzęsą, próbuje wiązać, naprawić, woła coś, ale zakrywa Ci to krzyk sędziego: „START!”. Ludzkie orki oddalają się, burząc spokój wody. Ona tkwi przy pomoście, a szok na jej twarzy. Taki, że widać by go było nawet i z tej drugiej nawrotki.

A potem rzuca felerne okularki na deski, rzuca okiem na oddalających się od niej pogromców jeziora, rzuca się do wody z zamkniętymi oczami. „Ma dziewczyna pecha!” śmiejesz się, dopóki oślizgły wodorost nie owija Ci się czule wokół łydki. Bleh, wychodzisz.

*

Widzisz ją jeszcze wiele razy. Zgrzaną, z solidnym, ciążowym brzuchem, na szarym końcu kolejki. Czemu nie wciśnie się na jej początek?
Na plenerowym biegu, gdy oniemiała odkrywa, że zrobiła życiówkę, ale co z tego, skoro chip przymknęła z hukiem w bagażniku, zamiast zapiąć na kostce.
Na ulicy, gdy odbiera telefon i bez zastanowienia oddaje innej kobiecie („it’s emergency”) swoją wizytę, a pół dnia później uświadamia sobie, że chyba współczucie przyćmiło jej przytomność umysłu, w końcu TEŻ jej potrzebuje TERAZ, ZARAZ, JUŻ!!

Widzisz, jak leci po absurdalnej sinusoidzie – liczy, że to ostatni raz, a potem znów wślizguje się w to samo bagno. Pod tytułem „dlaczego to mi zawsze przydarzają się takie akcje” lub „shit, znowu zapomniałam powalczyć o swoje, bo komuś mogłoby być przykro”.

Zaczepiasz ją w końcu i wyrywa Ci się: „co jest? dlaczego tego po prostu nie zmienisz??”.
(Spławi Cię? Obrazi za bezpośredniość?)
Śmieje się.
„To proste. Próbowałam. Nie działało, bo…w sumie to wcale nie chcę! Skoro tak mocno się mnie to trzyma, widocznie jest powiązane z czymś innym. Te krzywe akcje dostałam chyba w pakiecie z bujną wyobraźnią, niech więc sobie zostaną”.

 

TWOJA KOLEJ

 

Byłeś dzieckiem, miałeś dwóję z matmy? Lądowałeś na korkach.
Jesteś dorosły, coś Ci ewidentnie nie wychodzi? Słyszysz, że musisz nad tym pracować, pracować, pracować, blabla.

A może…może nie jesteś królem imprez, ale bystrym obserwatorem? Tańcząc na stole i zdzierając gardło do piosenki nie wyłapiesz dyskretnego, zakochanego spojrzenia w Twoim kierunku, gdzieś z kąta sali.

Może plączesz się w nowych sytuacjach, ale Twój bezpieczny grunt to solidnie wylany cement, na którym nikt Ci nie podskoczy?

Nie każdą wadę musisz szlifować po godzinach na zaletę. Może ten puzzel, choć nieidealny, totalnie do Ciebie pasuje? Oblej się tą purpurą, trzepnij pięścią w stół nad własną głupotą, wyraź szczery podziw dla kogoś, kto jest inny. Ale pomyśl sto razy, zanim swój czas i energię przesuniesz na naprawianie wszystkiego, w czym nie jesteś wymiataczem.

Bo tym czasem i energią możesz zdziałać o niebo więcej, jeśli wzmocnisz nimi to, w czym z natury jesteś dobry!

…czego i Wam i sobie bardzo szczerze życzę, nie tylko na ten rok.
Wasza frajerka 🙂