POD GÓRKĘ, POD WODĄ. Gdy też Ci źle.

bieganie kryzys

Gdybym była żółwiem, przyczaiłabym się w solidnej skorupie w jakiejś greckiej zatoce i przeczekała, kukając tylko czasem na chilloutowe fale.

Gdybym była mężczyzną, podzieliłabym swoje problemy przez tysiąc, odjęłabym 80% nieistotnych i wzięłabym głęboki wdech z, czystą już, głową. Gdybym była twardsza, nie potrzebowałabym klepać w klawiaturę słów, by wypluć z siebie paskudne uczucie, które mnie podtapia od środka. Mieszankę złości, zazdrości i rezygnacji, że znowu mam pod górkę – nie tylko w bieganiu – choć przecież latam po płaskim…

A może Ty też masz ostatnio tak, że chciałbyś dołączyć do mnie, na tej plaży, w podobnej skorupie i po prostu odczekać z wychyleniem łba na zewnątrz, aż przywieje jakiś lepszy prąd?

I daleko Ci do szczęścia przelewającego się na fejsie i piękna buchającego na instagramie? Tylko, że nie stworzono jeszcze miejsca, gdzie możesz rzucić w cyberprzestrzeń to, co dobija (zamiast inspirować) i wnerwia (zamiast powalać optymizmem)?

Powiedz; może masz coś, co nie daje Ci spokojnie spać, a mimo to nie wiesz, jak po to sięgnąć, a potem przychodzi ranek i wpadasz znów w machinę przyzwyczajeń?

Albo: wiesz, czego chcesz i idziesz po to tą samą ścieżką, co inni, ale to Tobie leci deszcz na głowę, konary zahaczają się o buty i wybijają Cię z rytmu, a gdy dochodzisz, umęczony, na miejsce odkrywasz, że ktoś tu był już przed Tobą i zgarnął wszystko?

Jesteś twardy i dokarmiony uporem; otrzepujesz się i ruszasz dalej, niby niewzruszony?
Dopingujesz sam siebie, że przy odrobinie konsekwencji przyjdzie czas i na Ciebie, tylko (czy ktoś mógłby, z łaski swojej…?) wiele byś dał za gwarancję, czy to kiedykolwiek nastąpi i czy warto?

Nie dostajesz tego, czego chcesz, a w tym samym czasie trafia to, o ironio, do kogoś, kto…nawet o to nie prosił?

To taki dowód na piśmie, że: NIE, nie zawsze myślę optymistycznie. Wręcz odwrotnie; sport mnie równoważy i sprowadza na ziemię, bo po porządnym treningu lub zawodach, które pokazują, gdzie moje miejsce, przestaję bujać gdzieś w obłokach. Bez tego jestem jak (gradowa) chmura.

I NIE, nie zawsze mam motywację, by utrzymywać to miejsce przy życiu. Właściwie, to średnio raz na tydzień wstaję i ogarnia mnie pusty śmiech z samej siebie, że robię godzinami coś, co być może nikomu na dłuższą metę nie służy i nikogo nie interesuje.

Wczoraj, na agrafce półmaratonu minęłam się z zającem, który prowadził grupę na 1:40. Byli szybsi. Nie rozjechałam się z celem o 5 minut, nieee, byłam jeszcze dalej. Te duże 1:40, które zwiewały mi sprzed nosa, były jak symbol tego, co mnie ostatnio spotyka. Niee, nie spinam się o jeden bieg! Zwłaszcza, że to mogłam przewidzieć: pogoda i postawienie wszystkiego na jedną kartę. Tak to działa, przecież wiem.

Tylko, że to taki kolejny prostokąt z domino. Obok niego są inne, różne, o których nie chcę lub nie mogę tu beztrosko pisać. I tak się popychają, przewracają jeden drugiego.
Ale może jest wśród Was choć jedna osoba, która czyta to i kiwa głową, bo ma podobnie i aż się w środku gotuje?

W skorupę nie wlezę, jestem mięczakiem i jej nie mam.
Wpadam w lekką panikę, bo gdzie nie spojrzę, to coś się podtapia i czego tu się złapać, ja się pytam?!

Więc…może masz podobnie?
Jeśli nie znalazłeś jeszcze swojego miejsca, choć szukasz… nie wszystko jest u Ciebie poukładane tak, jak teoretycznie być powinno, gdy masz te 30 lat… nie umiesz odetchnąć, bo coś Cię dręczy… lub masz po prostu taki czas, że wciąż pod górkę, piach sypie w oczy, krok do przodu i dwa do tyłu

to

załaduj to wszystko do jakiegoś worka w głowie i odsuń na bok. Chodź ze mną na tę wyobrażoną plażę robić wdechy i wydechy. Chodź popatrzeć, jak w morzu przelewa się woda, lecz Ciebie nie podtapia. Chodź postać w miejscu bez zadręczania się, że zawsze musisz być tak hejadoprzodu. Chodź poczekać na dobrą falę.

A potem rzucić się w nią na główkę i mieć nadzieję, że tym razem wypłyniesz dokładnie tam, gdzie chcesz.

Nareszcie.


  • Ola, dzięki za kojące słowa. Perfekcjonistką nie jestem, ale są rzeczy ktorych chcę BADLY (żadne pl słowo mi tu nie pasuje ;)) i odpuścić nie mogę. Na chwilę – OK, ale zaraz wraca. Ufff, no nic, trzeba działać 🙂